W połowie 1987 roku Jan Paweł II zjawił się w Polsce po raz trzeci. Była to szczególna wizyta, bo ze stacjami w trakcie II Krajowego Kongresu Eucharystycznego. Dlatego też rozważania we wszystkich homiliach Ojciec Święty poświęcił przede wszystkim Eucharystii. Podczas rozpoczęcia Kongresu wskazywał m.in., że „polska droga” do Eucharystii prowadzi przez Maryję”. Od poprzednich pielgrzymek trzecia wizyta w Polsce różniła się tym, że Ojciec Święty spotykał się znacznie częściej z przedstawicielami określonych środowisk społecznych — od świata pracy, ludzi morza i rolników po świat kultury i nauki. I podczas tych spotkań papież starał się uświadomić wiernym, że każdy ma swoje Westerplatte – jakąś wartość, coś, o co będzie zawsze i do końca walczył.

TRZECIA PIELGRZYMKA

8-14 czerwca 1987

Każdy ma swoje Westerplatte

CHARAKTERYSTYKA I NAJWAŻNIEJSZE PRZESŁANIE PIELGRZYMKI

Poszczególne etapy pielgrzymki Papież potraktował jako stacje II Krajowego Kongresu Eucharystycznego. Rozważania we wszystkich homiliach Ojciec Święty poświęcił przede wszystkim Eucharystii. Podczas rozpoczęcia Kongresu wskazywał m.in., że „polska droga” do Eucharystii prowadzi przez Maryję”. Od poprzednich pielgrzymek trzecia wizyta w Polsce różniła się tym, że Ojciec Święty spotykał się znacznie częściej z przedstawicielami określonych środowisk społecznych — od świata pracy, ludzi morza i rolników po świat kultury i nauki. Jak zwykle wielką wagę przywiązywał do kontaktów z młodzieżą, dziećmi, rodzinami. Istotnym celem tej pielgrzymki była również chęć przebywania razem z rodakami w chwilach ciężkiej próby. Już w przemówieniu powitalnym na Okęciu Jan Paweł II mówił: „Na tej polskiej ziemi żyje naród, który jest moim narodem. Żyją ludzie, którzy wyrastają z tego samego dziejowego pnia, z którego i mnie dane było wyrosnąć. W tym momencie pragnę rozszerzyć moje serce tak, jak tylko mnie stać, ażeby tych wszystkich ludzi żyjących na mojej ojczystej ziemi ogarnąć nowym zrywem jednoczącej miłości. Na szlaku mojej pielgrzymki będę się starał służyć mojemu narodowi — służyć ludziom, moim rodakom, braciom i siostrom. Proszę wszystkich o przyjęcie mojej pasterskiej posługi”.

W przemówieniu do przedstawicieli władz wygłoszonym na Zamku Królewskim apelował o przywrócenie społeczeństwu pełnych swobód. Mówił wtedy m.in.: „Przestroga ta [dotycząca grozy II wojny światowej] znalazła swoje echo w świadomości ludów, zwłaszcza tych, które doznały na sobie w sposób szczególny okrucieństw wojny — a wśród nich naród polski znajduje się z pewnością na jednym z miejsc czołowych. Jeśli dziś o tym wspominam, to także w tym celu, aby raz jeszcze podkreślić ten wielki — w pewnym sensie – ogólnoludzki zryw sumień, który wyraził się w Karcie Praw Człowieka Wymowa Karty Praw Człowieka jest jednoznaczna. Jeśli chcecie zachować pokój pamiętajcie o człowieku. Pamiętajcie między innymi o jego prawie do wolności religijnej, stowarzyszania się i wypowiadania swoich poglądów. Pamiętajcie o jego godności, w której muszą się spotykać poczynania wszystkich społeczeństw i społeczności. Wtedy bowiem wszystkie one: społeczności, społeczeństwa, narody, państwa, żyją pełnym autentycznym ludzkim życiem, kiedy godność człowieka, każdego człowieka, nie przestaje ukierunkowywać od samych podstaw ich bytowania i działalności. „Wszelkie naruszenie i nieposzanowanie praw człowieka stanowi zagrożenie dla pokoju”. I dalej nawiązywał już bezpośrednio do sytuacji w Polsce: „Przemawiając dzisiaj na Zamku Królewskim w Warszawie, mam przed oczami duszy, całe dzieje Ojczyzny, jakże często naznaczone stygmatem wojny i zniszczenia. Te doświadczenia dziejowe, a zwłaszcza doświadczenia ostatniej wojny, stanowią dla nas szczególne wyzwanie, aby podejmować «walkę o pokój», również w naszym własnym domu. Czy możemy to zrobić inaczej, niż sięgając do Karty Praw Człowieka? Przecież pokój jest zawsze, między narodami i w łonie społeczeństwa, w pośrodku narodów — dojrzałym owocem sprawiedliwości społecznej: opus iustitiae pax. Więc trzeba zaczynać od społeczeństwa. Od ludzi — od tych ludzi, którzy stanowią Polskę drugiej połowy dwudziestego wieku. Każdy z tych ludzi ma swoją osobową godność, ma prawa tej godności odpowiadające. W imię tej godności słusznie każdy i wszyscy dążą do tego, aby być nie tylko przedmiotem nadrzędnego działania władzy, instytucji życia państwowego — ale być podmiotem. A być podmiotem to znaczy uczestniczyć w stanowieniu o «pospolitej rzeczy» wszystkich Polaków. Tylko wówczas naród żyje autentycznie własnym życiem, gdy w całej organizacji życia państwowego stwierdza swoją podmiotowość. Stwierdza, że jest gospodarzem w swoim domu. Że współstanowi przez swoją pracę, przez swój wkład. O te właśnie «motywy życia i nadziei» nieustannie modlę się dla mojej Ojczyzny, dla narodu, którego głęboko czuję się synem”.

Dla podkreślenia solidarności z narodem Jan Paweł II modlił się przy grobie ks. J. Popiełuszki i przy Pomniku Stoczniowców. W Gdyni i Gdańsku wiele uwagi poświęcił problemowi godnej pracy i wysiłkowi, jaki podjęto tu, „by ludzkiej pracy przywrócić jej pełny wymiar osobowy i społeczny Niech ten dzień pozostanie dniem naszej wspólnej modlitwy za ludzką pracę w Polsce, za solidarność, za wszystkie sprawy, które są tak ważne dla was, ludzi pracy, dla całego społeczeństwa, dla naszej ojczyzny.

W homilii na Westerplatte Papież mówił do młodzieży  m.in.: „Przyszłość Polski musi od was zależeć. To jest nasza Ojczyzna — to jest nasze «być» i «mieć». I nic nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego «być» i «mieć» zależała od nas. Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych”.

Trasa pielgrzymki, która objęła ośrodki dotychczas „niedostępne” dla Ojca Świętego (szczególnie Wybrzeże), w jakimś stopniu zapowiadała już nieodległe zmiany polityczne w Polsce.

KONFERENCJA

Każdy ma swoje Westerplatte

Praca duchowa człowieka powinna zmierzać do tego, by systematycznie wprowadzał Boga w swe życie, czynił Go istotnym elementem swych postanowień i działań, dążył do pogłębienia z Nim więzi i ich umocnienia. Już Księga Przysłów zauważa: „Serce człowieka obmyśla drogi” (Prz 16, 9). Zagłębiając się w świat, który został nam dany, należy odkrywać wymiar duchowych relacji łączących nas z niezmierzonym Bogiem. Niekiedy nawet oczywiste rzeczy wydają się niezauważone. Jedna z chrześcijańskich przypowieści mówi o człowieku, który całymi dniami przepatrywał przez teleskop niebo w poszukiwaniu pewnej planety. Ku swej rozpaczy nie mógł jej nigdzie znaleźć. W końcu udał się do mędrca, który zapytał go, czego szukasz?  Astronom powiedział ze łzami w oczach: „Ziemi! Lecz nigdzie nie mogę Jej znaleźć!. „A gdzie ustawiłeś swój teleskop?” „Oczywiście na ziemi „A zatem wszystko w porządku. Oto i ona!” To, czego astronom poszukiwał, było obecne, jeszcze zanim rozpoczął poszukiwania. Najtrudniej zorientować się w tym, co jest tuż obok nas i nieustannie nam towarzyszy.

Karol Wojtyła na różne sposoby próbował pogłębiać swe duszpasterskie spotkania z ludźmi. Jak wspomina ks. Józef Tischner: „Wojtyła po prostu chciał być z ludźmi, wśród których duszpasterzował chciał wejść w ich środowisko! I wchodził — bardzo głęboko i nie. By przybliżyć im Boga, oczyścić ich myślenie o Nim, do zjednoczenia ich życia z Bogiem. Dla chrześcijanina tęsknota za Bogiem sprowadza się do dobrego poznania Imienia Bożego, do odkrycia Jego Ojcostwa, daru zbawienia i świętości, którą nam oferuje. Aby nie pozostawać „letnim”, konieczne jest „wypłynięcie na głębię życia, odkrycie jej i pozostanie na niej. Papież Franciszek przestrzegał: „Letni chrześcijanie chcą budować Kościół na własną miarę, ale to nie jest Kościół Chrystusowy.(.. .) Deklarują, że wierzą, ale w niedzielnej Mszy św. uczestniczyć nie mają zamiaru, bo rano muszą wypocząć w łóżku, a popołudniu w telewizji jest przecież mecz (…). Letni chrześcijanie uznają dziesięć przykazań, ale mała kradzież nie jest dla grzechem”. Jako ich przeciwieństwo papież wskazuje męczenników — świadków wiary aż do śmierci za nią. Głębokie życie duchowe, ukierunkowane na Chrystusa, wyraża się codziennym dobrem i konsekwencją wiary i nigdy nie prowadzi do wykrzywień, deformacji.

Kard. Wyszyński we wstępie do książki „Znak, któremu sprzeciwiać się będą”, stanowiącej zapis rekolekcji z 1976 roku, które kard, Wojtyła prowadził w Watykanie na prośbę papieża Pawła VI, scharakteryzował postawę „biskupa Karola” słowami: „Widzi On Znak, któremu świat się sprzeciwia. Ale na to zmaganie patrzy pogodnie, bo wie, że »nie masz w żadnym innym zbawienia«. Rodzina ludzka odchodzi od Chrystusa i znużona błąkaniem się po manowcach życia wraca doń z żywszą jeszcze nadzieją” Ta trafna ocena została wielokrotnie potwierdzona podczas pontyfikatu Jana Pawła Il. Wśród wielorakich trudności i problemów trwał on przy Chrystusie, wierząc, że tylko w Nim jest dobre rozwiązanie dla ludzi. Był przekonany, i mocno to podkreślał, że „człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. Dlatego zawsze był zwrócony w Jego kierunku. Gdy udzielał błogosławieństwa, trzymał w ręku pastorał w kształcie krzyża, z wyobrażeniem Chrystusa, który swoją śmiercią zwyciężył wszelki grzech. Poprzednio pastorał ten należał do Pawła VI i Jana Pawła I. Wezwaniem pontyfikatu Papieża Polaka było wyznanie św. Piotra: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga Żywego!”.

Gdy umierał Blaise Pascal, myśliciel i uczony, błagał, by przyprowadzono do niego księdza z Najświętszym Sakramentem. Była jednak deszczowa, chłodna noc i żaden kapłan nie zgodził się przyjść. Pascal poprosił więc, by przywołano żebraka, który mieszkał w bramie jego domu. Powiedział: „W twarzy tego człowieka, najuboższego z ubogich, najbardziej upokorzonego, chcę zobaczyć Jezusa, by On, był przy moim umieraniu”. To wyjątkowe świadectwo głębokiej wiary w Chrystusa, obecnego w każdym z „braci najmniejszych. Gdy człowiek zagubi Oblicze Chrystusa, możliwe stają się wszelkie wypaczenia ideologiczne, odstępstwa od dobra, a nawet celowe pielęgnowanie zła.

Już w XIX wieku Juan Donoso Cortćs przewidywał, jakie będą konsekwencje utraty wartości religijnych, zagubienia Chrystusa: „legalizacja despotyzmu, największego i najbardziej absolutnego, jaki kiedykolwiek istniał w dziejach ludzkości”. XX wiek potwierdził słuszność tych obaw.

Jan Paweł II wołał o odtworzenie prawdy o człowieku i świecie przez zjednoczenie z Chrystusem. W 1998 roku, podczas audiencji w Środę Popielcową, wzywał do nawrócenia, odnowienia i pogłębienia w wierze przyjaźni z Jezusem, by „uwolnić się od iluzorycznych obietnic szczęścia ziemskiego i doświadczyć harmonii życia wewnętrznego w autentycznej miłości Chrystusa”. Tylko w ten sposób, przez zbliżenie się do Jezusa Chrystusa, Odkupiciela człowieka, można odnowić świat. Wielokrotnie przypominał, by nie marnować czasu. Zbyt dużo ludzi odchodzi z tego świata, żałując, że nie mieli go na sprawy ważne: refleksję, modlitwę, czytanie dobrych książek, pytania o sens życia. We wszystkim, co dotyczy człowieka, istotne jest umiejętne odpowiedzenie na Boże wezwanie, które mieści się w tym, co z troską podejmujemy i czynimy. Wszak „powołanie” to odpowiedź na Boże wołanie, które Pan kieruje do każdego z nas przez wszystko, czym nas obdarza i ubogaca.

Zatem Trzeciego dnia naszego pielgrzymowania do tronu Matki, która „wszystko rozumie”, uczmy się od Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego jak odpowiadać Bogu na swoje życiowe powołanie. Jak troszczyć się o „swoje podobne, życiowe „Westerplatte”, może mniej sławne, mniej historyczne, powiedzmy, na mniejszą skalę zewnętrzną, ale czasem może na większą jeszcze skalę wewnętrzną (…)”. Pamiętajmy, „że tego swojego „Westerplatte” nie może oddać!”

Opracował Łukasz Buksa OFM